Kobiety szukające

Kobiety po przejściach szukają miłości! 9 maja 2018 przez Anna. K/46/CZ1. Sabina, 46 lat, kontaktowa i pracowita rozwódka z wyższym wykształceniem. Obecnie pracuje w marketingu. Atrakcyjna szatynka, 168 cm wzrostu. Czarne oczy. Zainteresowania: Łono natury, ogród, kuchnia, podróże, kino, kuchnia. Sabina szuka inteligentnego partnera ... Kobiety zaś uwodzą ciałem, spojrzeniem, strojem. To typowe wzorce z pornografii i to moim zdaniem ona wchodzi i kształtuje styl życia młodych ludzi, pokazując jaka powinna być relacja i role w tej relacji. Ta kultura uprzedmiatawia, to, co przedmiotowe być nie może, jeśli ma być fajne. Seks nie może być przedmiotowy, musi wiązać ... Takie kobiety zasługują na najlepszego męża, takiego, jak Ty! Pozatym, wiele Ukrainek nie potrafią znaleźć dobrego męża w swoim ciasnym kole. Internet daje możliwość znaleźć naprawdę dobrego mężczyznę za granicą. I nie ma znaczenia, że on mieszka daleko. Ukrainki, jakie pragną wyjść za mąż, są dzielne, aby pokonać ... Szukaj i poznaj kobiety w wieku 24-34 lat z Gostynin, mazowieckie, Polska Samotne kobiety spragnione seksu piątek, 21 lipca 2017. Beata. Wiek: 37 Lat Miejscowość: Bydgoszcz Oczekiwania: Śpię sama bo mąż daleko. Poznam dyskretnego kochanka, któremu tak samo jak mi brakuje seksu. Chcę pozostać w związku małżeńskim wiec dyskrecja na pierwszym miejscu. Interesuje mnie stały dłuższy układ bez wchodzenia ... Kobiety szukają mężczyzn. Kobiety szukają mężczyzn - portal randkowy dla samotnych Polaków. Dołącz do nas, aby spotkać samotny kobietę, która szuka męża w Polsce lub za granicą. Singli z całego świata zebrali się tutaj aby znaleźć partnera, miłość, romans i rozpocząć nowy związek. Polskie dziewczyny i kobiety szukające mężczyzn. Wyświetlenie rezultatów 1—24 z 3948. Kobiety szukające mężczyzn Wiek: 18—25 26—35 36—45 46—55 56—65 66+ Cel związku: Randka Małżeństwo

Garcinia cambogia

2019.05.01 17:32 BioTrendy Garcinia cambogia

Co to jest Garcinia cambogia, jakie wykazuje właściwości i gdzie ją możemy znaleźć?
Garcinia cambogia czyli garcinia kambodżańska przywędrowała do nas prosto z tropików – dokładnie z Tajlandii, a także z południowej części Indii. Roślina ta, zwana również tamaryndowcem malabarskim cieszy się niezwykłą popularnością. Dlaczego? Wszystko za sprawą swoich wyjątkowych, niepowtarzalnych właściwości odchudzających. Niemal każde skuteczne, a zarazem bezpieczne suplementy diety zawierają w swoim składzie ekstrakt z owoców garcinii. Niwelowanie apetytu czy powstanie uczucia sytości to jedne z niewielu jej zalet. Tamaryndowiec to niezwykle ładna roślina. Jej liście posiadają piękny, ciemnozielony kolor i osiągają długość do dwunastu centymetrów. Na szczególną uwagę zasługują owoce, których ekstrakt znajdziemy w niemal każdym wysokojakościowym suplemencie diety dedykowanym osobom, które pragną szybko i skutecznie zrzucić zbędne kilogramy. Małe, żółto-pomarańczowe owoce przypominają swoim wyglądem dynię. Walory zdrowotne garcinia cambogia zawdzięcza nasionom oraz bogatemu w składniki mineralne miąższowi.
Garcinia cambogia posiada niezwykle duże stężenie kwasu hydroksycytrynowego, zwanego w skrócie HCA. Składnik ten jest odpowiedzialny za przyspieszenie naszego metabolizmu – powoduje szybkie spalanie zarówno tłuszczów jak i węglowodanów. Znajdujący się w skórce HCA daje również uczucie sytości, a także spowalnia uczucie łaknienia. Najnowsze badania wykazały, że regularne spożywanie samego kwasu hydroksycytrynowego powoduje spadek masy ciała – pół kilograma na tydzień. Owoce garcinia cambogia bogate są w takie związki jak: wapń, fosfor, żelazo, tiaminę, ryboflawinę, a także niacynę. Ta prawdziwa „wybuchowa mieszanka” mikro-, makroskładników oraz witamin bezpośrednio wspomaga usuwanie złego cholesterolu LDL. Niacyna, znana bardziej pod nazwą witamina B3, pełni kluczową rolę w syntezie kwasów tłuszczowych, węglowodanów, a także aminokwasów – dodatkowo wspomaga uwalnianie energii, hamuje toksyny powstałe na skutek przyjmowania leków oraz korzystnie wpływa na układ nerwowy. Tiamina, a więc witamina B1 również bierze udział w syntezie węglowodanów, a dodatkowy przyspiesza gojenie się ran i działa przeciwbólowo. Wspomniana już ryboflawina odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie błon śluzówki przewodu pokarmowego, naczyń krwionośnych, a także skóry. Wyciąg z garcinia cambogia jest maksymalnie bezpieczny dla organizmu nie tylko dlatego, że jest w pełni naturalny, ale również dlatego, że nie wchodzi w interakcję z innymi lekami czy związkami. Wszystkie właściwości garcinia cambogia, zwłaszcza w zakresie redukcji masy ciała, zostały potwierdzone przez lekarzy, naukowców i dietetyków. Szereg badań klinicznych wykluczyło jakiekolwiek skutki niepożądane tamaryndowca. Wyjątkowa garcinia cambogia dostępna jest na polskim rynku w wielu różnych postaciach. Najpopularniejszą z nich są kapsułki przyjmowane doustnie. W suplementach diety zawierających tamaryndowca możemy znaleźć inne, również naturalne i sprzyjające odchudzaniu składniki.
Chociaż owoc garcinia cambogia, jak i suplementy na nim oparte są całkowicie bezpieczne dla zdrowia i życia, istnieją pewne przeciwskazania, które wykluczają je z codziennej diety. Tamaryndowca w żadnej formie nie powinny spożywać kobiety w ciąży, a także matki karmiące, a także osoby chore na cukrzyce. Warto podkreślić również, iż kwas hydroksycytrynowy (HCA) może wejść w interakcję z lekami na cukrzycę oraz na wątrobę, powodując tym samym działania niepożądane np. drgawki. Decydując się na zakup suplementu diety zawierającego w składzie garcynię kambodżańską musimy zwrócić szczególną uwagę na zawartość substancji czynnej. Aby osiągnąć pożądane efekty w zakresie odchudzania, powinniśmy zadbać, aby było jej dużo, zaś cały skład był dodatkowo uzupełniony przez inne, równie skuteczne związki – kofeinę, czarny pieprz, zieloną kawę, herbatę bądź guaranę. Szukając „najlepszego” produktu, ważne jest, aby patrzeć na suplementy naturalne – stworzone na bazie wyłącznie naturalnych składników, nie zaś sztucznych związków chemicznych. Aby osiągnąć maksymalne efekty w zakresie odchudzania, należy połączyć regularne spożywanie suplementu zawierającego garcynie kambodżańską ze zbilansowaną dietą oraz minimalnym wysiłkiem fizycznym.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat Garcinia cambogia i jej poszczególnych właściwości, polecamy odwiedzić: https://www.biotrendy.pl/odchudzanie/garcinia-cambogia-dzialanie-i-wlasciwosci-odchudzajace/
submitted by BioTrendy to u/BioTrendy [link] [comments]


2016.12.12 19:13 ben13022 Co czytają dzieci w szkole? Lektury obowiązkowe na świecie.

Umrzemy pod Moskwą
Ciekawsze od tego, co się znalazło na liście lektur, którą program narzuca uczniom starszych klas 11-letniej rosyjskiej szkoły średniej, jest to, czego na niej nie ma.
A nie ma ani jednej lektury, poza zdawkowym wspomnieniem na jednej lekcji o twórczości prowokatora i fantasty Wiktora Pielewina (i to tej najwcześniejszej, z przełomu lat 80. i 90.), która miałaby związek ze współczesną ojczyzną uczniów – liczącą sobie już 25 lat Federacją Rosyjską.
Młodzi Rosjanie nie dowiadują się o istnieniu dokumentującej pogardę reżimu dla człowieka reporterki noblistki Swietłany Aleksijewicz, obdarzonej społecznym słuchem Ludmiły Ulickiej, brawurowego obrazoburcy Władimira Sorokina, prześmiewczego Dmitrija Bykowa, mistrza gorzkiej groteski Wiktora Jerofiejewa, błyskotliwego autora kryminałów z podtekstem Borysa Akunina czy szczerego nacbolszewika Zachara Prilepina, a więc pisarzy, którzy dla świata są dziś twarzami współczesnej literatury rosyjskiej. Wszyscy oni (poza Prilepinem) są zdecydowanymi krytykami Putina i jego porządków.
Jest gorzej niż za cara. Książki Lwa Tołstoja, choć wojował z Cerkwią i zadzierał z samodzierżawiem, na liście szkolnych lektur za życia pisarza były.
Dziś w szkole nie przerabia się niczego, co dotyczyłoby otaczającej dzieci rzeczywistości, mówiłoby o nękających je problemach. Może to jedna z przyczyn tego, że Rosja ma najwyższy w świecie współczynnik samobójstw wśród nieletnich. Najnowszą pozycją literatury zagranicznej jest 53-letni łobuziak „Emil ze Smalandii”.
Praktycznie cały kanon szkolnych lektur – było nie było – wielonarodowej i wielowyznaniowej Federacji Rosyjskiej koncentruje się na „ruskim mirze”, czyli świecie słowiańsko-prawosławnym. Tylko w szóstej klasie uczniowie przerabiają prastary kaukaski epos „Jak Badynoko zwyciężył jednookiego olbrzyma”, odległy o lata świetlne od problemów dzisiejszego muzułmańskiego Kaukazu. Nie trzeba by sięgać do „obcych”, różnorodność ich kraju pokazałby choćby „Hadżi Murat” Lwa Tołstoja – ale jego w szkole nie przerabiają, bo do podsuwanego przez telewizor obrazu dwóch ostatnich wojen czeczeńskich nie pasuje.
Na lekcjach literatury w islamskich Czeczenii i Tatarstanie czy buddyjskiej Kałmucji sporo za to się mówi o tradycjach prawosławnych. Uczniowie szóstej klasy w całym kraju uczą się „koladek”, odpowiedników naszych kolęd, czy przyśpiewek na „maślenicę”, prawosławnych ostatków.
Z drugiej strony listę lektur tworzą dzieła twórców XIX stulecia, kiedy Rosja wydawała jednego po drugim geniuszy, a wśród nich klasyków gorzkiej satyry, co na mocy paradoksu w części rekompensuje brak literatury współczesnej. Bo przecież kpiące z biurokracji, służalczości i arogancji władzy „Rewizor” czy „Martwe dusze” Mikołaja Gogola, „Mądremu biada” Aleksandra Gribojedowa, „Dzieje pewnego miasta” Michaiła Sałtykowa-Szczedrina znakomicie opisują mechanizmy regulujące życie i dzisiejszej Rosji.
Tyle że obok nich prócz Puszkina, „Wojny i pokoju” oraz „Zbrodni i kary” wciąż wraca Michaił Lermontow i jego płomienne „Borodino”, które każdy musi znać na pamięć. Prezydent również. Władimir Putin zimą 2012 roku w czasie wiecu wyborczego na moskiewskim stadionie Łużniki ze łzami w oczach bez zająknięcia recytował: – „Umrzemy pod Moskwą, jak nasi bracia umierali...”.
Do literatury poświęconej rewolucji i epoce ZSRR autorzy programu starali się podejść bezstronnie. Obfitą reprezentację mają faworyci władzy komunistycznej – Władimir Majakowski, Maksim Gorki, Aleksiej Tołstoj – ale uczniowie omawiają też „Przeklęte dni” Iwana Bunina, „Opowiadania kołymskie” Warłama Szałamowa, „Jeden dzień Iwana Denisowicza” Aleksandra Sołżenicyna. W programie był również „Archipelag GUŁag”, ale już go nie ma.
A co z drugą wojną światową? Zwana Wielką Ojczyźnianą, jest w Rosji podstawowym mitem państwowotwórczym. Czyta się o niej przede wszystkim to, co napisali radzieccy klasycy. A więc hartujące patriotyzm „Młodą Gwardię” Aleksandra Fadiejewa, „Opowieść o prawdziwym człowieku” Borysa Polewoja, „Los człowieka” Michaiła Szołochowa. Nauczyciel może włączyć do programu też „literaturę okopową” pisaną, jak to się mówi „z punktu widzenia młodych lejtnantów”, a więc przedstawiającą frontową prawdę znacznie okrutniejszą i mniej patetyczną, ale to nie jest obowiązkowe. A już taka książka jak słynna „Wojna nie ma nic z kobiety” Aleksijewicz wstępu na lekcje nie ma, bo rosyjska szkoła nie wychowuje dla pokoju.
Zupełnie fatalnie jest z literaturą zagraniczną. Oczywiście są William Szekspir, Cervantes, Molier („Chory z urojenia”, bo przecież nie „Świętoszek”), Daniel Defoe, Mark Twain, Arthur Conan Doyle, ale pisarze współcześni kończą na Astrid Lindgren.
Liberalni krytycy literaccy szczególnie ubolewają nad tym, że wśród autorów czytanych przez uczniów nie ma Ericha Marii Remarque’a. Ale o co im chodzi? To oczywiste, że pacyfista w kanonie się nie mieści.
Wacław Radziwinowicz, dziennikarz, reporter, przez wiele lat korespondent „Wyborczej” w Rosji. Rok temu władze cofnęły mu akredytację
Wicehrabia dobry i zły
O włoskich lekturach wiem tyle, ile dowiedziałem się z doświadczenia trzech córek, które uczyły się w Rzymie.
Ta, która chodziła do szkoły podstawowej, miała w lekturach m.in. „Odyseję”, „Iliadę” i „Pinokia”.
Epopeje Homera były elementem kształcenia kultury śródziemnomorskiej, które obejmowało również wiedzę o mitach i oglądanie Forum Romanum. „Pinokia”, historię o drewnianym pajacyku, który wyszedł na ludzi, czyta się na dwóch poziomach: jako lekcję fantazji, zabawy, jaką może być literatura, i jako powiastkę moralną, z której płynie nauka, że za złe uczynki zawsze płaci się słono. Z rozmów z nauczycielami wynikało, że lektura wpadek Pinokia pełni również funkcję terapeutyczną: dzieci dowiadują się, że nie tylko im przytrafia się błądzić. Że niedotrzymanie słowa czy wagary to błędy powszechne, z których w każdej chwili można się wycofać.
Literaturę jako miejsce fantazji i przygody pokazywano córkom na przykładzie Gianniego Rodariego i Itala Calvina. Rodari to włoski Brzechwa, tyle że jeszcze bardziej wszechstronny – autor zabaw językowych, powieści, opowiadań... Lekturą obowiązkową dla małej Julii była powieść „Planeta świątecznych choinek” – o chłopcu, który dostał się do kosmicznego statku i wylądował na planecie, na której Boże Narodzenie trwa cały rok.
Z dorobku Calvina (1923-85), mistrza oświeceniowej ironii, dziewczynki korzystały już w pierwszej klasie gimnazjum w postaci „Wicehrabiego przepołowionego” – opowieści o zakochanym arystokracie, który został przecięty podczas pojedynku i z jego dwóch części zrobiono dwóch ludzi: skrajnie dobrego i skrajnie złego. Z żadnym oczywiście wytrzymać nie sposób.
W liceum córki same wybierały lektury z określonego zestawu. Sąsiadowały w nim: „Stary człowiek i morze” Hemingwaya, „Gracz” Dostojewskiego, „Moby Dick” Melville’a, „Jeden dzień Iwana Denisowicza” Sołżenicyna; z literatury włoskiej: „Rodzina Malavogliów” Giovanniego Vergi (1840-1922), czyli historia rodziny sycylijskich chłopów, przekleństwa dziedzicznej biedy, „Piękne lato” Cesarego Pavesego (1908-50), opowiadanie o inicjacji erotycznej młodej robotnicy zagubionej w środowisku artystów, wybór wierszy Sergia Corazziniego (1886-1907), poety z grupy tzw. zmierzchowców, zapisującego uczucia i wrażenia w melodyjnej i lapidarnej formie. I kryminalno-obyczajowe „Imię róży” Umberta Eco na lekcjach filozofii jako pretekst do rozważań nad średniowieczem, teorią literatury, gatunkami literackimi i problemami ekranizacji.
Cały rok w liceum starsze córki poświęciły na komentowanie, strona po stronie, „Boskiej Komedii” Dantego i „Narzeczonych” Alessandra Mazoniego – książek dla Włochów absolutnie podstawowych, nieodzownych niczym dla nas „Pan Tadeusz”.
„Boska...” – przypominać chyba nie trzeba – to opowieść tercyną o wędrówce przez Piekło, Czyściec i Raj; galeria postaci, uczynków, kar i nagród faszerowana rozmową, wykładem, pouczeniem. „Narzeczeni” – wielka XIX-wieczna powieść historyczna rozgrywająca się w pierwszej połowie XVII wieku, z „przemianami bohatera romantycznego”, z postaciami świętych, łotrów, tchórzy i zwykłych ludzi, z genialnym obrazem epidemii.
Nauka literatury we włoskiej szkole to i lekcja świadomego wyboru. Nie zapomnę, co powiedziała nauczycielka najmłodszej córki w szkole podstawowej: „Przynieście wszyscy jakąś książkę, postawcie na tym regale, potem wybierzcie jakąś inną książkę, przeczytajcie i omówcie, jak chcecie”.
Jarosław Mikołajewski, poeta, pisarz, tłumacz; były dyrektor Instytutu Polskiego w Rzymie
Węgry od morza do morza
Faktem jest, że lista lektur obowiązkowych na Węgrzech pozostaje niesłychanie zachowawcza: mniej więcej od czterdziestu lat figurują na niej te same pozycje” – mówi mi znajomy gimnazjalny nauczyciel węgierskiego.
Na liście dominuje historia literatury: poza ostatnimi latami nauki nie uświadczy się tam żadnych współczesnych pisarzy, autorzy lektur obowiązkowych są z reguły martwi, i to zwykle od dawna – dominują pisarze z XIX i pierwszej połowy XX wieku. Obficie reprezentowany jest poeta narodowy Sándor Petöfi, jeden z najpopularniejszych patronów ulic w kraju. Takimi patronami jest zdecydowana większość autorów z listy (Arany, Jókai, Kosztolányi, Mikszáth, Móricz, Radnóti itd.).
W dużej mierze to klasycy literatury w rozumieniu Szymborskiej: „książki pisane dla dorosłych, które muszą czytać dzieci”. Całe szczęście w pierwszych latach w świat liter wprowadzają niezliczone ludowe bajki, podania, legendy, często opracowane przez znanych pisarzy i poetów.
Książki młodzieżowe to przede wszystkim dwie popularne powieści – pisane ku pokrzepieniu serc „Gwiazdy Egeru” Gézy Gárdonyiego o wojnie z Turkami (z przysięgą: „zamku w ręce pogańskie nie oddam”) oraz „Chłopcy z Placu Broni” Ferenca Molnára. Obie powstały ponad sto lat temu i podobnie jak popularna humoreska Karinthyego „Tanár úr kerem”, która dzieje się w szkole, reprezentują anachroniczny dla młodzieży świat – co nie przeszkodziło im zająć kilka lat temu pierwszych miejsc w konkursie na najpopularniejszą węgierską książkę.
Lista nie jest wolna od kontrowersji. Pojawił się na niej popularny w nacjonalistycznych kręgach pisarz Albert Wass, co skrytykowało Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Węgierskiego, określając go jako autora „czytadeł”. Równocześnie uderza brak książek Imre Kertésza, jedynego noblisty, którego nacjonaliści atakują za „niewęgierskość”. Z literatury światowej są m.in. Homer, Sofokles, Molier, Stendhal, Dostojewski, Kafka, Dürrenmatt, Orwell, ale nie ma autorów współczesnych.
Nauczyciele krytykują zwłaszcza przeładowanie kanonu, które w pogoni za „trzeba znać” zabija zrozumienie i przeżycie artystyczne. Jednak plan nauczania jest sztywny i mogą tylko przemycać hity w rodzaju „Harry’ego Pottera”. Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Węgierskiego często zwraca uwagę na to, że 20 proc. młodych ludzi nie daje sobie rady z czytaniem ani pisaniem, a badania wskazują, że kompetencje czytelnicze zaczęły spadać w tych rocznikach, w których pojawiała się historia literatury odbierająca ochotę do czytania. Jednak przedstawiciel Ministerstwa Zasobów Ludzkich, które odpowiada między innymi za oświatę, oświadczył, że zmiana listy lektur nie znajduje się w planach rządu.
Jerzy Celichowski, dziennikarz, mieszka na Węgrzech, prowadzi bloga jezwegierski.blox.pl
Biały człowiek odkrywa kolory
Amerykańskie lektury walczą o przetrwanie każdego lata. Ich być albo nie być rozgrywa się w opustoszałych w wakacje podstawówkach, gimnazjach i liceach. Wtedy nauczyciele i bibliotekarze poszczególnych placówek oświatowych zbierają się, żeby zdecydować o kanonie lektur na kolejny rok. Rezultaty tych obrad często diametralnie różnią się między stanami, hrabstwami czy poszczególnymi miejscowościami. Swoje rekomendacje publikują również federalny Departament Edukacji i departamenty stanowe.
Niezależnie od postanowień nie będą to obowiązkowe pozycje do przeczytania, lecz jedynie sugestie. Ostatecznie to nauczyciel tworzy listę, biorąc pod uwagę profil klasy – i przynależność etniczną uczniów. Inne lektury proponowane będą zatem klasie w Georgii, gdzie przeważają Afroamerykanie, a inne w dużej mierze latynoskiej młodzieży w Nowym Meksyku. „Moja podstawówka oferowała głównie książki dotyczące historii i kultury Indian Wielkich Prerii – wspomina Jessica Carew Kraft, która chodziła do podstawówki w wiejskiej części Iowy. – To było interesujące, bo pokazano nam temat z perspektywy innej niż ta białego człowieka. Za to w ogóle nie czytaliśmy o amiszach ani o demokratycznej historii mojego stanu”.
Najmniej problemu dostarcza wybór lektur dla podstawówek. Od lat z upodobaniem czyta się Roalda Dahla, a szczególnie jego bajkowego „Charliego i fabrykę czekolady”, „Most do Terabithii” Katherine Paterson (wzruszającą opowieść o dziecięcej przyjaźni i niespodziewanej śmierci), „Domek na prerii” Laury Ingalls Wilder (wspomnienia z dzieciństwa w XIX-wiecznej Ameryce) czy „Lwa, czarownicę i starą szafę” – fantasy C.S. Lewisa.
Pod koniec XIX wieku, kiedy w Stanach powstawał pierwszy kanon, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Szkoły dostały spis książek ustalony na poziomie federalnym przez specjalne grono nauczycieli, w większości księży i pastorów, dlatego lektury odzwierciedlały dominujące doktryny i przekonania moralne.
Niezależnie od epoki na liście trzymają się Szekspir i Geoffrey Chaucer oraz ponadczasowi w przekazie „społeczni” klasycy: Mark Twain (którego jednak próbuje się wyrzucić z kanonu za rasizm, bo na kartach „Przygód Hucka Finna” pada np. określenie „czarnuch”), Charles Dickens, William Faulkner czy John Steinbeck. Na początku tego stulecia dołączyły do nich Jane Austen i Virginia Woolf. Generalnie rośnie reprezentacja autorów żyjących i kobiet. W ostatniej dekadzie najbardziej popularni okazali się zaangażowane Afroamerykanki Toni Morrison i Alice Walker oraz Salman Rushdie.
Krytycy, którzy dwie dekady temu narzekali, że uczniowie muszą przedzierać się przez książki pisane archaicznym językiem i nieprzystające do rzeczywistości, dziś załamują ręce nad białymi plamami w wiedzy uczniów – zorientowanych we współczesności, ale bez znajomości klasyki.
No i naturalnie cały czas Amerykanie dyskutują, komu należy się więcej miejsca: ponadczasowym białym mężczyznom z Europy – Platonowi, Camusowi, Dostojewskiemu, Orwellowi – czy twórcom z różnych obszarów kulturowych. Zgodni są co do jednego: w kwestii lektur nie ma i nie będzie zgody.
Magda Gacyk, dziennikarka, autorka książki „Ścigając Steve’a Jobsa. Historie Polaków w Dolinie Krzemowej”; mieszka w Kalifornii
Dobry Niemiec
Klasa Ilki Stricker właśnie omawia „Fausta”. Gimnazjaliści (to odpowiednik polskiego liceum) jak zwykle podchodzą do pomników niemieckiej literatury niechętnie. Narzekają na archaiczny język, zawiłość i to, że dzieło o średniowiecznym alchemiku, który szukając sensu życia, zawiera pakt z diabłem, słabo przystaje do współczesności. Stricker, która w Versmold, miasteczku w Westfalii, uczy niemieckiego i angielskiego, do takich narzekań przywykła. Tłumaczy, że choć Goethe pisał „Fausta” na przełomie XVIII i XIX wieku, to ludzkość przecież się nie zmienia.
Niemiecki nastolatek, nawet jeśli nie znalazłby w dziełach Goethego nic dla siebie, nie ma od nich ucieczki. „Faust” czy „Ifigenia w Taurydzie” znajdują się na liście lektur.
W porównaniu z Polską czyta się o wiele mniej – w podstawówce zwykle jedną lekturę na rok. A w wyborze polityka nie gra roli. Zresztą gdy opowiadam niemieckim nauczycielom o pomysłach wprowadzenia w polskich szkołach wychowania patriotycznego, łapią się za głowy. Niemcy uczą młodzież, jak być dobrym obywatelem. A książki mają ich skłonić do myślenia, a nie do naśladowania bohaterów.
– W podstawówce mamy wolną rękę. Wybieramy to, co podoba się uczniom. Z reguły coś z literatury młodzieżowej – mówi Stricker. Ostatnio przerabiała „Die Welle” (Falę), amerykańską powieść o szkole, w której uczniowie nie potrafią zrozumieć, jak Hitler mógł zapanować nad Niemcami i zacząć Holocaust, więc w jednej z klas w ramach eksperymentu zostaje wprowadzony totalitarny porządek.
Lista lektur pojawia się dopiero w gimnazjum przygotowującym do matury. Czy raczej lista rekomendacji, bo po doświadczeniach z nazizmem postanowiono, że rząd federalny nie ma prawa mieszać się do oświaty, więc programy szkolne i listy lektur układają poszczególne landy.
Czytam wprowadzenie do listy obowiązującej na terenie Badenii-Wirtembergii: „Nauka powinna obejmować oprócz dzieł ważnych ze względu na zachowanie kulturowej pamięci również więcej literatury współczesnej. Dzięki temu uczniowie zdobędą umiejętności potrzebne do udziału we współczesnym życiu kulturalnym”. Stąd obok Schillera i Heinego Hermann Hesse, Bertolt Brecht, „Lektor” Bernharda Schlinka (historia chłopca, który przechodzi inicjację miłosną z byłą strażniczką z obozu śmierci), książki enerdowskiej pisarki Christy Wolf i gorzkie powieści pochodzącej z komunistycznej Rumunii noblistki Herty Müller. Dalej w podstawie pada zachęta, by do książek podchodzić na najróżniejsze sposoby i pozwolić uczniom na samodzielność.
Jaki klucz zwykle przyjmują nauczyciele? – Rozmawiamy choćby o tym, jak bohater zachowałby się we współczesności – mówi Stricker.
Bartosz T. Wieliński, dziennikarz, reporter, były korespondent „Wyborczej” w Berlinie
Biblia, fikcja literacka
Z francuskich szkół zniknęli Joanna d’Arc, Cezar, kardynał Richelieu i Wolter. Przez ostatni rok 18-osobowa najwyższa komisja programowa (Conseil supérieur des programmes) debatowała, czego powinni się uczyć młodzi Francuzi. Szukano kompromisu między tradycjonalistami, którzy chcieliby więcej „treści narodowych”, i liberałami domagającymi się więcej historii światowej i pisarzy frankofońskich.
– Większość nauczycieli jest lewicowa, ale nie w głowie nam indoktrynacja. Politycy chcieliby mieć na nas większy wpływ, szczególnie na historyków. Ale nawet jeśli zdarzyłby się skrajny prawicowiec lub komunista, to uczniowie podnieśliby larum, a my protestowalibyśmy z nimi. Pamiętam przypadek ucznia, który doprowadził do zwolnienia nauczyciela, bo ten był rasistą – opowiada Fabienne Weil, gimnazjalna nauczycielka francuskiego z ćwierć wieku doświadczenia.
Spory ideowe są w pewnym sensie drugorzędne, bo nauczyciel może czytać z uczniami, co zechce. Ministerialna lista książek to tylko sugestia. Tylko maturzyści mają listę lektur obowiązkowych, na przykład w 2015 r. czytali „Bel Ami” Guy de Maupassanta, „Czerwone i czarne” Stendhala, tragedie Moliera, komedie Corneille’a, poezje Baudelaire’a i Apollinaire’a, a także bajki Perraulta.
A co nauczyciele podsuwają młodszym? – W gimnazjum czytamy zgłębiającego psychologię bohaterów Defoe „Piętaszka” Tourniera, Moliera i jeden romans dworski. Z literatury zagranicznej proponuję „Damę pikową” Puszkina, „Władcę much” Goldinga i „Myszy i ludzi” Steinbecka. Sięgam też do literatury frankofońskiej, np. do poezji Aimé Césaire’a z Martyniki lub Léopolda Senghora z Senegalu.
Od kilku tygodni pracuję z pierwszą klasą nad tematem bohaterstwa. Na początek wybrałam historię świętego Jerzego, który walczy ze smokiem, a skończę na „Władcy pierścieni”. Potem przejdziemy do mitologii, czyli eposu o Gilgameszu, baśni afrykańskich, „Iliady” i „Odysei” oraz fragmentów Biblii i Koranu – opowiada Weil.
Właśnie tak: Biblia to w programie fikcja literacka, tak samo jak mity greckie. Zdarzają się uczniowie, którzy protestują, głównie katolicy albo muzułmanie. – Przypominam im wtedy, że szkoła jest laicka. I mówię, że mogłabym nawet czytać wiersze Jana Pawła II, ale na tej samej zasadzie, co Apollinaire’a, żeby pokazać relatywność i złożoność świata. Ta zasada obowiązuje nas wszystkich: nauczyciel nie mówi w czasie lekcji o swoich przekonaniach. A gdyby ktoś próbował wywierać presję, żeby w szkole czytać takie czy inne lektury, nauczyciele niezależnie od prywatnych poglądów wyszliby na ulice i sparaliżowali miasto.
Anna Pamuła, dziennikarka; mieszka w Paryżu
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21097765,co-czytaja-dzieci-w-szkole-lektury-obowiazkowe-na-swiecie.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.08.11 14:48 ben13022 Buncie krocz z nami, czyli uniwersytet w New Delhi, który ruszy z posad bryłę świata.

Podobno ducha roku 1968 nie da się wskrzesić. Bo młodym Amerykanom nie w głowie wolna miłość i pacyfizm, kiedy trzeba złapać fuchę w Dolinie Krzemowej, by spłacić stutysięczny kredyt, bo młodzi Włosi nie zbuntują się, żeby nie stracić synekury po tacie, bo młodzi Polacy nie mają siły na bunt między śmieciówką w sieciowej kafejce i kolejnym bezpłatnym stażem. A ja spotkałam studentów, którym nie jest wszystko jedno. Uniwersytet Jawaharlala Nehru w New Delhi to coś więcej niż ceniona wyższa uczelnia, więcej niż kuźnia kadr i więcej niż trampolina do kariery. To instytucja polityczna, można rzec - czwarty filar indyjskiej demokracji. JNU jak soczewka skupia wszystko, czym w danym momencie żyją Indie. A to, co dzieje się na kampusie, potrafi rozlać się na cały kraj.
Uniwersytet, który nigdy nie śpi
Noc z 4 na 5 marca. Na głównym placu na kampusie JNU nieprzebrany tłum młodych ludzi. Zgromadzenia, które ściągają setki studentów, to tutaj żadna nowość, ale to jest szczególne. Wszędzie wozy transmisyjne ogólnokrajowych telewizji, kamery, prasa. Podniecenie i poruszenie są tak silne, że powietrze aż tężeje. W wielkim ścisku wszyscy chłoną słowa przemawiającego studenta.
Zresztą cokolwiek by Kumar teraz powiedział, i tak porwałby tłum. Chwilę wcześniej wyszedł z więzienia. Wsadzili go za mowę, którą dwa tygodnie wcześniej wygłosił w tym samym miejscu.
Kumar to nie byle kto, ale szef JNUSU, samorządu studentów JNU.
Cztery lata temu, obserwując wybory na tej uczelni, miałam wrażenie, że w Polsce nawet kampania prezydencka nie budzi takich emocji. Poprzedzająca głosowanie burzliwa debata kandydatów na przewodniczącego, rozpoczęta wieczorem, trwała aż do rana. Były bębny, tamburyny, muzyka, studenci jak w transie, kolejne przemowy, pytania, przemowy, pytania. Wybory relacjonowały ogólnokrajowe telewizje, na kampus przyjechali czołowi indyjscy politycy.
Aresztowanie szefa JNUSU to jak podłożenie ognia pod skład materiałów wybuchowych.
Socjaliści dobijają do przystani
Gdziekolwiek w Indiach wspominałam, że jestem studentką JNU, natychmiast słyszałam: gratuluję, wyrazy uznania! I nawet nie chodziło o to, że uczelnia regularnie zajmuje czołowe miejsca w rankingach najlepszych indyjskich uniwersytetów. Raczej o to, że jest matecznikiem niepokornych aktywistów, z których wielu zostaje politycznymi liderami, jak Prakash Karat, jeden z czołowych indyjskich komunistów.
No właśnie, bo JNU to uczelnia nie do końca neutralna światopoglądowo.
Nazwany imieniem pierwszego premiera Indii uniwersytet został założony z inicjatywy wybitnego indyjskiego prawnika i dyplomaty M.C. Changli w 1969 roku. Był to czas, kiedy premier Indira Gandhi wcielała w życie program śmiałych reform socjalistycznych. Nic więc dziwnego, że większość wykładowców - skądinąd wybitnych specjalistów - stanowili nie tylko mocno lewicujący liberałowie, ale przede wszystkim socjaliści, a nawet zwolennicy marksizmu-leninizmu.
Indira Gandhi chciała, by stworzyli "przystań dla intelektualistów", w której dyskusja i dialog będą skutecznie przeciwdziałać lewicowym i prawicowym radykalizmom. JNU rzeczywiście stał się kuźnią elit, jednak walka ze skrajnościami nie do końca się udała - uczelnia, która skupia blisko 8,5 tys. studentów na 14 wydziałach, pozostaje silnie lewicowa.
Działalność wywrotowa wciąż na czasie
Problemy Kumara zaczęły się 9 lutego, kiedy na kampusie JNU zorganizowano wiec dla upamiętnienia trzeciej rocznicy egzekucji Afzala Guru - Kaszmirczyka skazanego na śmierć za atak na indyjski parlament w 2001 roku, w wyniku którego zginęło 14 osób (w tym pięciu napastników). Oparty na sfabrykowanych dowodach i motywowany politycznie wyrok do dziś budzi ogromne emocje, podobnie jak sprawa Kaszmiru. Uczelniana manifestacja miała być protestem przeciwko nadużyciom władzy i jednocześnie aktem solidarności z walką Kaszmirczyków o prawo do samostanowienia.
Tuż przed rozpoczęciem władze uczelni, na wniosek ABVP, Rady Studentów Indii, skrajnie nacjonalistycznej organizacji studenckiej, wycofały zgodę na zgromadzenie.
Organizatorzy uznali, że to cenzura i niedopuszczalne ograniczanie wolności. Spotkania nie odwołali, a Kanhaiya Kumara wygłosił przemówienie, w którym zaatakował ABVP, indyjski rząd oraz radykalne prawicowe ugrupowanie RSS (Rashtriya Swayamsevak Sangh, Narodowe Zgromadzenie Ochotników).
Władze oskarżyły Kumara o "antyindyjskie poglądy". Jeden z deputowanych rządzącej BJP, Indyjskiej Partii Ludowej, stwierdził nawet, że uniwersytet powinien zostać zamknięty na co najmniej cztery miesiące, żeby policja mogła przeszukać akademiki, a otwarta dopiero gdy wszyscy studenci podpiszą oświadczenie, że popierają konstytucję Indii.
Niespełna trzy dni później za zgodą władz uczelni na kampus JNU wkroczyli policjanci. Podstawą do aresztowania Kumara była niesławna sekcja 124A Indyjskiego Kodeksu Karnego - ta sama, na mocy której Brytyjczycy uwięzili Mahatmę Gandhiego. Przepis stwierdza, że za działalność wywrotową - a za taką uznano przemówienie szefa JNUSU - grozi dożywocie.
Orhan Pamuk na barykadzie
Interwencja policji rozpętało piekło. Studenci ogłosili bojkot wykładów i rozpoczęli masowe protesty. Na kampus przyjechali najważniejsi politycy opozycji, by przemawiać pod wielkimi plakatami z podobizną Kumara, które zawisły na ścianach akademickich budynków. Wzniesiono barykady, a profesorowie JNU formowali żywe łańcuchy, żeby oddzielić od siebie grupy najbardziej radykalnych przeciwników i zwolenników aresztowania Kumara.
Protesty momentalnie rozlały się na uniwersytety w całym kraju, wkrótce potem na ulice Delhi (w obronie Kumara przez centrum stolicy przemaszerowało 10 tys. osób) i innych miast. Doszło do starć z policją, w Kalkucie spalono kukłę premiera Modiego.
Sprawa nabrała światowego rozgłosu. Pod dwoma listami solidarności z JNU łącznie podpisało się blisko 600 osób, w tym słynny myśliciel Noam Chomsky, wpływowa filozofka Judith Butler i turecki pisarz noblista Orhan Pamuk oraz akademicy z czołowych światowych uczelni, od Sorbony przez Oksford i Stanford po Princeton. - To aresztowanie jest dowodem na głęboko autorytarną naturę obecnego rządu, którego działania stanowią zaprzeczenie indyjskiej tradycji tolerancji i pluralizmu i przywodzą na myśl mroczne czasy opresyjnego kolonializmu oraz okres tuż po wprowadzeniu stanu wyjątkowego w połowie lat 70. - stwierdzili sygnatariusze.
Do uwolnienia Kumara i wycofania zarzutów wezwała też Amnesty International India oraz inne organizacje broniące praw człowieka.
Polityka sięga po religię
Lewicowy, niepokorny JNU od dawna jest solą w oku premiera Modiego i jego prawicowej, nacjonalistycznej BJP. - Ten incydent był dobrym pretekstem, by wreszcie rozprawić się z uczelnią. Tym lepszy, że Kumar zaatakował RSS - tłumaczy mi Rajeev, jeden z doktorantów.
RSS to nacjonalistyczni radykałowie. Ich lider Mohan Bhagwat grzmi na wiecach, że Indie są państwem hinduistycznym. W oficjalnie świeckim kraju, w którym mniejszości religijne stanowią około 20 proc. społeczeństwa - co w liczącym 1,2 mld ludzi państwie oznacza 240 mln osób - a tarcia między nimi łatwo przeradzają się w krwawe pogromy, to retoryka nad wyraz niebezpieczna.
Modi sam za młodych lat politycznej ogłady nabierał w szeregach RSS. Potem stanął na czele bliskiej jej ideologicznie BJP. Kiedy w latach 2001-14 był premierem stanu Gudżarat, zasłynął z ostrych prohinduistycznych przemówień. Wielu obarcza go współodpowiedzialnością za rzeź muzułmanów, do jakiej doszło w Gudżaracie w 2002 roku - wtedy policja biernie obserwowała, jak hindusi wyrzynali muzułmanów w odwecie za podpalenie pociągu pełnego hindusów, w którym żywcem spłonęło 58 osób.
Zginęło ponad tysiąc osób, 150 tysięcy, szukając ratunku, opuściło swoje domy.
Od kiedy w maju 2014 r. BJP w cuglach wygrała wybory parlamentarne, a Modi został premierem, radykalni hinduiści nasilili działania. Mnożą się ataki na kościoły i meczety, narasta problem tzw. ghar wapsi - masowych konwersji na hinduizm, do których zmuszani są chrześcijanie i muzułmanie.
Strajk głodowy z antylopą
JNU nie będzie jednak dla BJP łatwym przeciwnikiem. Studenci tej uczelni to wojujący aktywiści, którym nie przeszkadza ani to, że na kwaterę o wymiarach 2 na 3 metry muszą czekać nawet dwa lata, ani to, że w grudniowe noce temperatura w nieogrzewanych akademikach spada do zera, ani że drogę na zajęcia potrafi zablokować stado antylop nilgau - bo teren JNU z bujną fauną i florą jest częścią rezerwatu biosfery Aravalli.
Większość budynków na ogromnym kampusie - 4 kilometry kwadratowe! - pokrywają wielkoformatowe plakaty i graffiti wzywające do walki z imperializmem, kapitalizmem, systemem kastowym. Postulaty są niezliczone. Nikt się nie dziwi, kiedy wykład przerywa jakiś student z ulotkami, na przykład o seminarium z okazji rocznicy wybuchu rewolucji październikowej, lub z manifestem. Prowadzący wyraża zgodę i przemowa zostaje wygłoszona. O ile w ogóle wykład się odbywa, bo akurat studenci mogą okupować budynek w ramach wielodniowego strajku głodowego.
O co walczą? O zniesienie kary śmierci, ukrócenie wszechwładzy indyjskiej armii i to, żeby najubożsi studenci byli zwolnieni z opłat za stołówkę. Żeby w formularzach rejestracyjnych JNU było więcej opcji płci niż tylko męska i żeńska, o prawa robotników zakładów Maruti Suzuki, żeby sprzątaczkom akademików płacono w terminie albo o przywrócenie na uczelnię studentów zawieszonych za działalność polityczną. Ramię w ramię działają kobiety i mężczyźni, studenci z wyższych i najniższy kast, zamożni i najbiedniejsi - co w Indiach można uznać za ewenement.
Manifestacje na JNU potrafią być katalizatorem zmian. Tak było choćby w grudniu 2012 roku, kiedy studenci w reakcji na sadystyczny gwałt protestowali przeciwko ignorowaniu przez indyjskie władze problemu przemocy seksualnej wobec kobiet.
23-letnia Jyoti Singh wracała z chłopakiem z kina w Delhi. W autobusie, którym jechali, zgwałciło ją sześciu mężczyzn - tak brutalnie, że lekarze mimo dwutygodniowej walki nie zdołali jej uratować. Studenci JNU protestowali codziennie przez kilka tygodni, a na przystanek, na którym Jyoti wsiadła do autobusu, przynosili setki kwiatów, laurek i świec. Razem z nimi na ulice indyjskich miast wyszły tysiące ludzi, a o istniejącym od dziesięcioleci problemie Indii zaczął mówić cały świat.
Masowe manifestacje doprowadziły do ukarania sprawców - czterech z nich dostało wyroki śmierci, nieletni trzy lata w poprawczaku, a jeden powiesił się w więzieniu - zaostrzenia kar za gwałty oraz powołania sześciu specjalnych sądów mających sprawnie rozpatrywać sprawy przemocy seksualnej wobec kobiet. A co ważniejsze: przełamały tabu, dzięki czemu więcej kobiet zgłasza gwałt na policję. Z perspektywy europejskiej powiedzielibyśmy, że zmieniło się niewiele, ale dla Indii to milowy krok.
Niepewność z podniesioną głową
Atak na JNU może odbić się rządzącym czkawką. Za sprawą studentów z New Delhi prowadzona dotąd głównie przez elity dyskusja o niepokojącym kierunku, który obierają Indie pod rządami nacjonalistów, z całą mocą wybrzmiewa nie tylko w kraju, ale i za granicą. O sprawie donosiły najważniejsze światowe media, od brytyjskiego "Guardiana" po katarską Al-Dżazirę.
Mimo że sam premier Modi nie skomentował aresztowania Kumara, to właśnie na nim skupił się ogień krytyki. "Biorąc pod uwagę, że JNU to znak jakości i marka w sama w sobie, poddawanie tej uczelni presji niczym nie różni się od represjonowania Sorbony czy London School of Economics. To news dla najważniejszych światowych mediów, który może przyprawić rząd o potężny ból głowy" - podsumował indyjski dziennik "Hindustan Times".
Hindusi prześcigają się w teoriach, co rządzący chcieli osiągnąć, atakując JNU. Czy to próba odwrócenia uwagi od rozpoczynającej się w parlamencie debaty nad budżetem? A może zapowiedź zaostrzania kursu przed kwietniowymi wyborami samorządowymi? Czy fala krytyki, która spadła teraz na rząd, doda wiatru w żagle opozycji, wciąż przeraźliwie słabej i nieefektywnej?
Pewne jest, że sprawa posłuży jako narzędzie politycznej mobilizacji, za czym prawdopodobnie pójdzie dalsza polaryzacja społeczeństwa. 7 marca na wiecu w stanie Assam przedstawiciele BJP czynili wyraźne aluzje do wydarzeń na JNU, zapowiadając, że nadchodzące wybory będą w istocie wyborem między nacjonalistami - czytaj: broniącej narodu i konstytucji BJP - a antynacjonalistami, czytaj: partiami opozycyjnymi, których przedstawiciele poparli Kumara.
Pewne jest również to, że wydarzenia na JNU będą miały ciąg dalszy.
Kumar na wiecu zwołanym tuż po tym, gdy sąd zwolnił go za kaucją (a władze uczelni przywróciły mu prawa studenta), zapowiedział, że JNU nigdy się nie ugnie, a swoją walkę zamierza kontynuować z podniesioną głową.
A będzie co kontynuować - na studenckim przywódcy wciąż ciąży zarzut działalności wywrotowej, za pół roku ma stawić się na przesłuchanie, zaś jego koledzy Umar Khalid i Anirban Bhattacharya, którzy jako główni organizatorzy zgromadzenia sami zgłosili się na policję, oczekują na proces.
Buntownicy z New Delhi na pewno o tym nie zapomną.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,151484,19853335,buncie-krocz-z-nami-ruszymy-z-posad-bryle-indii.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Seks ze starszą kobietą [Bez tabu] - YouTube ukrainka szuka polaka - YouTube Uliczny Kombajn - Polskie kobiety Piękne Ukrainki szukają męża z Polski - YouTube Egyptian Men and Women Protest Sexual Harassment Piękne Ukrainki. Ukrainki szukaja polakow. - YouTube KOBIETY KOBIETY -GOLDEN MIX - YouTube Pokaz mody Agnieszki Katyńskiej. 'Second chance 2'. Wrocław

Kobiety, Gostynin, mazowieckie, Polska, 24-34 lat Fotka.com

  1. Seks ze starszą kobietą [Bez tabu] - YouTube
  2. ukrainka szuka polaka - YouTube
  3. Uliczny Kombajn - Polskie kobiety
  4. Piękne Ukrainki szukają męża z Polski - YouTube
  5. Egyptian Men and Women Protest Sexual Harassment
  6. Piękne Ukrainki. Ukrainki szukaja polakow. - YouTube
  7. KOBIETY KOBIETY -GOLDEN MIX - YouTube
  8. Pokaz mody Agnieszki Katyńskiej. 'Second chance 2'. Wrocław
  9. Dobry Seks. 'Ona tylko leży jak kłoda' - YouTube

This feature is not available right now. Please try again later. Gazeta.tv prezentuje: Czym najbardziej kobiety zniechęcają mężczyzn do seksu? Brakiem otwartości i aktywności w łóżku. Z czego ta kobieca bierność wynika - o... Serwis randkowy. Dziewczyny z ukrainy. http://topukraina.eu Zarejestruj sie za darmo! Dlaczego rosyjskiej lub ukrainskiej narzeczonej? Rosyjskie i ukrainskie... KOBIETY KOBIETY -GOLDEN MIXW ósmym dniu marca pierwszy kwiatek, z samego rana, dostanie ode mnie Mama, bo mamę kocham najwięcej, za Jej uśmiech, za Jej dobre... Piękne Ukrainki szukają męża z Polski. http://topukraina.eu Zarejestruj się za darmo! Dlaczego rosyjskiej lub ukraińskiej narzeczonej? Rosyjskie i ukraińskie... Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube. After several violent attacks against women in the heart of the revolutionary Tahrir Square, male and female activists organized a protest against an issue that is rarely talked about in Egypt. Zobacz więcej na http://BEZTABU.wp.tv Czy seks oraz związek dojrzałej kobiety z młodszym mężczyzną może być udany? Kiedy kobiety decydują się na wejście w ... Agnieszka Katyńska - stylizuje kobiety, szukające niepowtarzalnego stylu, współpracuje też z wrocławskimi artystami. Przekonuje by, zamiast taśmowej produkcji z sieciówek, wybierać ...